Najbiedniejsi są religijni ludzie, którzy nigdy nie doświadczyli osobiście miłości Jezusa. Starają się zapracować na coś, na co nie da się zapracować i płacąc modlitwami kupić coś, czego nie da się kupić.

 

Całkiem rozumiem, że pani przywykła mieć «życie nadprzyrodzone» i «życie duchowe» Mam nadzieję, że to już całkiem się skończyło! Musimy stać się jak małe dzieci” – pisał o. John Chapman angielski benedyktyn (1865–1933) do jednej z duchowych owieczek. W innym liście odpowiadał pewnej zakonnicy: „Cieszę się, że matka ma wrażenie, iż stoi w miejscu w swoim życiu duchowym. Cieszyłbym się jeszcze bardziej, gdyby matka miała uczucie, że się cofa”.

Wielkim niebezpieczeństwem przy wdrapywaniu się na „szczeble duchowej drabiny” jest sprawdzanie, jak wysoko już się wspięliśmy. Nie ma znaczenia to, na który szczebel duchowej drabiny się wspiąłeś, ale to, że sam Pan Panów i Król Królów zszedł na sam dół i zniżył się do twojej kondycji. Im wyżej wedle swego rozeznania się wdrapałeś, tym boleśniejszy zaliczysz upadek.

„Chrześcijaństwo, w odróżnieniu od innych religii lub filozofii religijnych, nie zaczyna się od tego, co człowiek powinien zrobić, by się zbawić, ale od opowiedzenia tego, co Bóg zrobił, aby zbawić człowieka.

Nie zaczyna się od powinności, ale od daru” – przypomina o. Raniero Cantalamessa.

„Nie może być mowy o żadnym bilansie osiągnięć. Należy zawsze uważać, że znajdujemy się dopiero na pierwszym stopniu. Bóg w każdym momencie może nas przenieść na dziesiąty” – nauczał o. Aleksander Mień.

„W nabożeństwie paschalnym śpiewamy: «Zszedłeś na Ziemię, by ocalić Adama, a nie znajdując go, o Panie, poszedłeś szukać go w piekle». Chrystus zstąpił do piekieł, aby tam szukać człowieka” – przypominał Paul Evdokimov.

Przed tygodniem napisałem tekst, w którym zacytowałem litanię czytaną w czasie beatyfikacji Matki Teresy z Kalkuty. Padły w niej wstrząsające słowa „Jesus is the Prostitute to remove from danger and befriend her» (Jezus jest prostytutką, by odsunąć ją od niebezpieczeństwa i zaprzyjaźnić się z nią), Otrzymałem kilka oburzonych głosów. Przeczysty Bóg – pisali internauci – nie ma nic wspólnego z grzechem. Nie dziwię się im. Prawdziwym skandalem jest to, że niewinny Baranek „stał się grzechem”. „On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą” (2 Kor 5, 21)

Przyjęcie tej prawdy to absolutny wstęp do chrześcijaństwa. „Jezus dostał to, na co zasłużyłem, abym mógł dostać to, na co On zasłużył”. Poniżył Siebie, aby mnie wywyższyć. Nazywa mnie bratem i przyjmuje do rodziny, choć ta przynależność nie wynika z mojego szlachetnego urodzenia.

„Co to jest zbawienie? – zastanawiał się o. Wojciech Ziółek w rozmowie z Anią Sosnowską – To jest coś, co się nam trafiło jak ślepej kurze ziarno. Przecież my przed Bogiem nie mamy żadnych innych argumentów poza tym, że On nas, nie wiadomo dlaczego, pokochał. Na tym się kończy nasza lista argumentów”.

Nie potrafię bez wzruszenia czytać porażającego proroctwa Izajasza o cierpiącym Słudze Jahwe. Nie dziwię się, że rozpoczyna się ono od pytania: „Któż uwierzy temu, cośmy usłyszeli?”

 

Źródło: gosc.pl